Informacją dla osób wchodzących z linków zamieszczonych na forach dyskusyjnych.

Więcej informacji o konstrukcjach i moich poradach można znaleźć na 2 forach:

Przyjazna strona o koszatniczkach i tutaj jest "mnie" najwięcej pod nazwą "tomekmy", również jako moderator części nazwanej "Koszowe apartamenty" :-). Można tu spotkać bardzo ciekawych i zaangażowanych hodowców - hobbystów, atmosfera jest spokojna i nie zakłócona nadmierną ilością "wodotrysków". Strona www .

oraz

Degu Serwis tutaj nie udzielam się zbyt często, również z racji pewnej pstrokatości używanej grafiki, ale to tylko mój gust. Samo forum i strona są OK.

Wychodzę z założenia, że tylko jedno źródło informacji to zbyt mało. Dobrze jest skonfrontować swoją i innych wiedzę w kilku różnych miejscach.

Byłem jeszcze na forum Koszatniczki w takim dużym zbiorowisku nazwanym "Gryzonie" ale tamtejszy admin stosuje zbyt drakońskie regulaminy i po krótkiej wymianie uwag zakończyłem moją tam bytność. Szkoda mi tylko rozstania z normalnymi hobbystami, ale wierzę w ich spryt i umiejętność wyciągania wniosków ;-)

Kontakt do mnie: e-mail

Klatka.
Wymyśliłem, że klatka ma być duża. Taką widziałem w sklepie: wysoka na ok. 140 cm, na kółeczkach. Inna, która mnie "złapała" to coś w rodzaju przeszklonej gabloty z oświetleniem - tu również cena była zabójcza no i to było wyposażenie sklepu, więc bardziej ekspozycja. Stwierdziłem, że zwierzęta powinny mieć przestrzeń a i o aranżację łatwiej. Może nawet będzie elementem ozdobnym w mieszkaniu.
Pierwsze pytanie o cenę "tej" duże klatki zabiło mnie - ok. 1000 PLN. To był impuls do zrobienia własnoręcznie. Nie mam problemu z różnymi konstrukcjami do domu (tapetowanie, flizowanie, zabudowa wanny, kabina prysznicowa, panele podłogowe, meble na wymiar, wymiana instalacji elektrycznej, instalacja wodna w łazience, naprawy piecyka gazowego, armatury, składanie komputerów, ścianki działowe z płyt kartonowo-gipsowych, renowacja 80-cio letnich drzwi i okien z wymianą wszystkich szyb osadzanych na kicie, noże myśliwskie, itp. itd), więc czy klatka to jakieś wyzwanie, raczej nie.

Na początek starałem się znaleźć odpowiednią siatkę, czy zamówić ją u producenta, ale albo nie znalazłem niczego właściwego, albo producent nie chciał ze mną gadać.
W końcu wymyśliłem, że połączę dwie mniejsze, w pionie. Szkoda mi było miejsca w domu na konstrukcję poziomą, a i koszatniczki lubią wpinać się.
Zacząłem od namierzenie hurtowni sprzedającej taki asortyment. W końcu 2 sztuki to już hurt, a tak całkiem poważnie to w niektórych hurtowniach można robić zakupy w niższych, niż sklepowe, cenach. Warunkiem jest wydatkowanie jednorazowe kwoty nie niższej niż... ileśtam. W moim przypadku było to 100 PLN, więc spokojnie mieściłem się w limicie, tym bardziej, że kupowałem jeszcze poidełko.

W rzeczonych klatkach znajduje się w komplecie kołowrotek oraz 2 miseczki. Po moich modyfikacja zostały mi jeszcze 2 plastikowe kuwety i druciane "podłogi".

Wyjściowa klatka z firmy INTER-ZOO

Konstrukcja miała być połączeniem tego co do tej pory widziałem i co mi się podobało w sklepach.
Solidna podstawa z grubej sklejki (8-10 mm), głęboka szklana kuweta i druciana "góra".

Półeczki zrobiłem ze sklejki, podobnie domek - i to był błąd, ale o tym później. W celu zbliżenia się do natury pojechaliśmy do lasu - Puszczy Niepołomickiej, gdzie można odszukać połamane czy wycięte brzozy.

Zdjęcie przedstawia pierwotną wersję klatki. Życie koszatniczek zweryfikowało moje "sny o potędze" :-)

Całkowita wysokość klatki liczona od podłogi to 105 cm, z kuwetą 98 cm, a sama część druciana to 84 cm.

 
Budowę klatki rozpocząłem od połączenia "klatek właściwych". Odciąłem "sufit" w jednej z klatek, stępiłem pozostałe kikuty pilnikiem. Do połączenia obydwu części użyłem drutu miedzianego (z przewodów elektrycznych), owijając przylegające poziome pręty. Wystarczy w kilku miejscach.

Dolna krawędź klatki wzmocniłem aluminiowym kątowniczkiem. To w celu zapewnienia odpowiedniej sztywności, ponieważ klatka miała opierać się na 4 wspornikach pomiędzy którymi umieszczona jest kuweta.
Takie rozwiązanie pozwala na wyciągnięcie kuwety bez ruszania całości klatki.

Wsporniki. To już zależy od posiadanych materiałów i umiejętności mocowania. Można użyć drewnianych kołków, kątowników, czy tak jak w moim przypadku wyciętych kwadratowych rurek. Miałem je "z odzysku" więc wykorzystałem bezpłatny materiał. Ważnym jest aby wsporniki były sztywno przymocowane do podstawy. W sumie to tylko na nich opiera się cała konstrukcja. W opisywanej konstrukcji przymocowałem nitami profile w kształcie litery "u" wygięte z blachy (pozostałość po konstrukcji ścianki z płyty kartonowo-gipsowej). Profile są zamocowane wewnątrz rurki i posiadają wywiercony otwór przez który przechodzi śruba. Całość jest mocno skręcona.

Od spodu przykręcone są kółeczka. Kółeczka pozyskałem ze starej obudowy serwera więc również wyszły za darmo :-). Kółka znakomicie ułatwiają manewrowanie klatką w trakcie mycia czy mocowania wyposażenia, ale najważniejsza jest możliwość przetoczenia klatki i posprzątania pod nią.
Góra jest zamocowana do podstawy przy pomocy 2 prętów wygiętych z pozostałości stelaża kołowrotka - więc również w cenie klatki :-). Jedna część zahacza o "górę" a druga wchodzi pod podstawę.

 

 

Kolejne kuwety zamocowałem wewnątrz klatki dobierając wymiar do wewnętrznej szerokości pomniejszony o 5 mm. Wielkość kuwety zależy od naszego uznania. Ja przyjąłem wysokość 10 cm dla jednej a dla drugiej 12 cm. Generalnie te dwie dodatkowe kuwety zastąpiły półeczki. Dobierając rozmiar kuwet należy zabezpieczyć wolną przestrzeń, tak aby zwierzęta mogły swobodnie poruszać się w górę i w dół klatki. Moja konstrukcja pozwala na zamknięcie dostępu do wyższych poziomów. Takie rozwiązania wymusiły na mnie dwa porody oraz konieczność oddzielenia płci.
Zamocowanie w pionie wykonałem przy pomocy 2 deseczek (ze starej boazerii - a więc również za darmo :-) ) przykręconych wkrętami z podkładkami. Deseczki jednocześnie usztywniają całą konstrukcję.

Kuweta szklana. Teraz są trzy kuwety ale zaczynałem od jednej, dolnej. Zostały mi szyby 4mm ze starych mebli (więc również za darmo :-) ), które pociąłem i posklejałem. Brak szkła jest wystarczającym powodem do zamówienia kuwety u szklarza. Sklejanie nie kosztuje dużo.
Ponieważ miałem materiał, uniwersalny silikon do klejenia (nie mylić z sanitarnym !!!) w tubce kosztuje 3,50 no i kiedyś nauczyłem się ciąć szkło to przystąpiłem ochoczo do pracy.
Szerokość kuwety ustaliłem wg rozstawu wsporników w podstawie, głębokość również.. Wymiary pomniejszyłem o 2 mm, tak aby dało się swobodnie wsuwać kuwetę pomiędzy wsporniki.
Dosyć istotną rolę spełnia tutaj wspomniany kątowniczek usztywniający dolną krawędź "góry". Pozwala na niezbyt dokładne wykonanie kuwety - dopuszcza margines błędu nawet do 15 mm.
Wysokość kuwety to sprawa wtórna. Ja przyjąłem 14 cm. Wyższa mogłaby powodować utratę sztywności wsporników przy zbyt małej ich podstawie.

 

 

Górna klapa. Powstała ponieważ chciałem zapewnić swobodny dostęp do górnej kuwety, a w zasadzie umieścić ja w klatce. Do jej wykonania zużyłem jedną z podłóg kupionych wraz z klatką, a więc wyszła w cenie :-).
Wyciąłem część "sufitu" pozostawiając kawałki drutów z przodu i z tyłu. Te z tyłu na zawiaski, a te z przodu na zamknięcie. Pozostawiłem rówież marginesy po bokach wycinanego otworu ponieważ część podłogi była zbyt wąska. Do wykończenia marginesów użyłem tego samego kątowniczka co do usztywnienia dolnej krawędzi. Historia kątowniczka ma ok. 13 lat więc nie będę jej opisywał :-). Zawiaski powstały z zagięcia resztek drutów wokół krawędzi klapy.

Jak widać na zdjęciach, równowaga bieli jest "dowolna" :-( , nie cierpię kompaktowych cyfrówek...

Kołowrotek.
Naczytałem się o zranieniach zwierząt wynikających z uderzenia o poprzeczki kołowrotka. Producent zapewnił dosyć optymalne kołowrotki: duże, szerokie, bez osi pod którą musi wyginać się koszatniczka. W sumie prawie same zalety, ale kręcący się kołowrotek bywa hałaśliwy. Co prawda prostota konstrukcji pozwala na uzyskanie niskiej ceny ale, niestety, wpływa na głośność i możliwość (mimo wszystko) wystąpienia uszkodzeń zwierząt. Ja stwierdziłem, że jeszcze to przerobię.
Zdjąłem stelaż i usunąłem jedną poprzeczkę. W drugiej poprzeczce wywierciłem dwa otworki i przy pomocy nitów zamocowałem wyciętą z cienkiej sklejki ściankę. Na ściankę nadaje się również płyta paździerzowa (nie mylić z wiórową :-) ) - to taka cienka, na 3mm używana jako "tyły" w szafkach czy dna szufladek.

Jeżeli użyta ma być płyta wiórowa to dobrze jest wybrać płytę laminowaną (powlekaną). Zabezpieczymy się przed nadmiernym nasiąkaniem ścianki moczem i koniecznością wymiany.

Przy "urywaniu" poprzeczki należy bardzo uważać ponieważ miejsce mocowania (zgrzewania) poprzeczki to jednocześnie miejsce styku końców drutu. W jednym z kołowrotków pękło mi to połączenie i musiałem je naprawić z użyciem lutownicy i cienkiej blaszki miedzianej.

A tu widać sposób mocowania łożyska kulkowego. Takie łożysko można kupić w sklepie z częściami do sprzętów AGD lub z kółek do rolek. Te, których ja użyłem były montowane w silnikach Zelmera (odkurzacze, miksery). Do kołowrotków będą nadawać się również mniejsze.

WAŻNE. Łożysko powinno być "zakryte" z obu stron. Podkreślam takie rozwiązanie ponieważ w handlu dostępne są dwa rodzaje łożysk. Z widocznymi kulkami i właśnie z zasłoniętymi metalowym pierścieniem. Taki zakrycie fantastycznie eliminuje zapychanie się łożyska wszelkimi paprochami, piskiem a nawet wilgocią (łożysko jest nasmarowane !!!), a jak wiadomo w koszatniczkowej klatce występuje to wszystko razem :-)

O co tutaj chodzi? Chodzi o sztywne zamocowanie łożyska w czymś co można przykręcić do ścianki klatki. Na zdjęciu widać kawałek metapleksu, popularnie zwanego "plexą". Nie musi być przezroczysty. To co tu widać pozyskałem dawno temu z "czegoś". Może to był model, może element jakiegoś aparatu..., nie pamiętam - leżało z 15 lat.

Dobrze gdy grubość jest podobna do grubości naszego łożyska. Wydaje mi się, że z równym powodzeniem można użyć sklejki grubości 10 mm.

Łożysko osadziłem na ... Poxilinie (tutaj znalazłem dobry opis właściwości tej "masy" - to dla kogoś, kto nie spotkał się nigdy z owym produktem). Opis pochodzi ze stron dystrybutora Poxiliny na Polskę. UWAGA, tu nie chodzi o klej. To o czym piszę to dwuskładnikowa masa, którą "urabia" się przed użyciem - jak ciasto. Do nabycia w ... Castoramie :-).

Jak to z osadzaniem było?

Na początek wykonujemy otwór w naszym materiale. Otwór MUSI być większy od zewnętrznej średnicy naszego łożyska - chodzi o to, że pomiędzy łożysko a sklejkę czy metaplex będziemy upychać Poxilinę. Poxilina jest gęsta, więc przez małą szczelinkę bardzo trudno przeciska się a i jakość takiego połączenia jest kiepska. Jeżeli zostawimy po 2 mm "luzu" to będzie dobrze. Dla mniej wtajemniczonych wyjaśniam, że jeżeli nasze łożysko ma zewnętrzną średnicę 30 mm, to otwór powinien mieć 34 mm. Otwór nie musi być precyzyjny; ewentualne nierówności wypełni Poxilina.

Jako "rasowego" mechanika trochę mnie "boli" używanie do mocowania łożyska Poxiliny, ale... jest niezła i wiele rzeczy udało mi się dzięki niej uratować.

Jak "wciskać"?

Na gazecie, lub jakiejś folii, kładziemy naszą sklejkę lub metaplex z wykonanym otworem. Mamy przygotowane czyste łożysko - odtłuszczone. Do odtłuszczenia można użyć benzyny ekstrakcyjnej lub ... zmywacza do paznokci :-)

Do otworu wkładamy łożysko. Dopiero teraz bierzemy się za spreparowanie Poxiliny - po dokładnym wymieszaniu należy się "streszczać" ponieważ będziemy mieć ok.10 minut na wypełnienie. Ile tej Poxiliny, no to niestety ale nie potrafię powiedzieć. To trzeba dobrać "na oko". Dobrze jest zrobić "ciut" więcej.

Możemy zaopatrzyć się również w jakieś narzędzie typu mała szpachelka czy zwykły nóż - zawsze to łatwiej "wcisnąć kit".

 

Na powyższym zdjęciu widać elementy wchodzące w skład "ośki", na której obraca się kołowrotek. Tutaj nie jestem w stanie podać precyzyjnego opisu z czego "skręcić" ośkę. Dla usprawiedliwienia dodam, że w drugim kołowrotku zamocowałem jeszcze coś innego.

Ogólnie to musi być "coś" co pozwala na solidne zamocowanie w samym łożysku wraz z możliwością przykręcenia nasadzonego na ośkę kołowrotka.

Ja użyłem zwykłej śrubki z podkładką. Patrząc od prawej strony widać nałożoną podkładkę i taki mały element z nacięciami. To jest coś w rodzaju nakrętki. Na toto wchodzi mała tulejka (to część z roweru :-)) i dopiero "to" wchodzi do środka łożyska. Tulejka "robi" w tym momencie za "wypełniacz" wolnego miejsca.

Powyżej to duża nakrętka, którą przykręcony jest kołowrotek.

Być może będzie trzeba dołożyć jakiś "dystans" na ośce pomiędzy łożyskiem a kołowrotkiem - tak aby kołowrotek nie ocierał o elementy klatki.

Poxilinę mocno upychamy dbając aby weszła na na całym obwodzie - tu przydaje się 2 mm szczelina :-).

Teoretycznie Poxilina powinna "zatrzymać" się na naszej gazecie czy folii, ale jakby wyszło więcej to nadmiar można usunąć nożem - chodzi o to aby z jednej strony "konstrukcji uzyskać w miarę równą powierzchnię.

Nadmiarem Poxiliny można "oblepić" łożysko po jednej stronie (tej od której upychaliśmy) ale należy uważać aby nie zakleić środka :-).

Widok od strony wnętrza klatki. Tu będzie przykręcony do ośki kołowrotek.

A to z zewnątrz. Widać łeb śrubki-ośki z podkładką.

Teraz tylko należy przykręcić naszą konstrukcję do klatki. Ja użyłem 2 średnich śrub i nakrętek z podkładkami. Niestety nie mam (jeszcze) nakrętek motylkowych, więc do luzowania połączenia używam klucza.

Czemu użyłem dodatkowego kawałka sklejki? To bardzo proste. Większa powierzchnia docisku powoduje równomierne rozłożenie się nacisku na druty klatki. Takie mocowanie swobodnie wytrzymuje obciążenie 2 - 3 koszatniczek (ok. 7 miesięcznych) .